Wszystko jest na dobrej drodze, będzie mądrzej, będzie sensowniej, będą postępowe krasnoludy, pistolety, nekromanci z klasą, shipy, wojsko najemne i Rozterki Moralne, tylko że...
... Za moment. Wracam w kwietniu po egzaminach, pszyra sama się nie wkuje, rozumiecie.
Och, już się cieszę na narrację trzecioosobową. :D Miałam Cię dawno pytać, czemu 1. osoba? W jakim celu ten zabieg? Bo to zawsze musi mieć jakiś cel. Sprawdza się idealnie w kryminałach, powieściach z zacięciem filozoficznym (narrator typu Izmaela z "Moby Dicka"), obyczajówki mogą być, o ile narrator nie jest głównym bohaterem (coś jak Nick Carraway albo pan Lockwood/Nelly Dean). Ale fantasy to tak nie za bardzo, tak że tego... No cieszę się bardzo, że to się zmieni i wiele innych rzeczy też. I czekam z niecierpliwością. PS No wiem, że daaawno mnie nie było, ale tu studia, nowa praca, konferencja naukowa wisi nade mną od jakiegoś czasu i muszę coś na nią wydziergać ze staro- albo średnioangielskiego... Oczywiście nie wychodzi mi nic sensownego, więc się zabrałam do pisania nowego rozdziału i nadrabiania zaległości na blogach ;). Oczywiście powodzenia życzę i pozdrawiam serdecznie :)
Wiesz co, to opko wyrosło na bazie strasznie starej wersji, w której aspekt psychologiczny Złej Killerki był dość ważny. Oczywiście wyszła Marysia Zuzanna, ale to inna sprawa. Tutaj 1. osoba miała o tyle sensowne zastosowanie, że nie musiałam tłumaczyć mechanizmów świata(ale i tak to robiłam), przedstawiałam subiektywny punkt widzenia w rozterkach(a raczej miałam).. A poza tym bawiło mnie papranie się w kolejności opisów i porównaniach, które dla Białki miały być specyficzne. I w zamierzeniu to miało być totalnie polityczne, znaczy będzie, ale mniej, przeciętnego czytelnika rozkłady i drzewka rodowe jednak nie obchodzą ;_; Teraz, co prawda, nie obędzie się bez zakładki Bohaterowie, ale bardzo nieszczegółowej. Bez zdjęć i koloru oczu. Takie podstawy, kto z wojska, stronnictwa, z takiego księstwa, a kto z head polityki ważnego państwa - bo przy moim publikowaniu na ruski rok to serio można się nie połapać. Właściwie... Właściwie wszystko się zmieni. Ale będzie o niebo lepiej, gwarantuję, nie będzie bezpłciowej bohaterki i tak dalej. :D PS. No co Ty :D Sama nie mam czasu, nie ma mnie na blogosferze i bardzo się ucieszyłam, że się odezwałaś, myślałam, że kto będzie chciał, milcząco pokiwa głową i tyle, bez komciów, a tu proszę :D A nawet dzięki wielkie za odzew :D Doktorat i literatura staroangielska, coś mi się kojarzy, od Beowulfa do mniej więcej przed Szekspirem? Obycie mam zerowe, ale brzmi fantastycznie jako studia. Anglistyka na UW, dobrze pamiętam z Twojej zakładki? :D To od razu spytam, bo czemu nie i bo nie wiem, co zrobić ze swoim życiem: polecasz kierunek i Uniwerek? Bo tak na 99% będę iść na UW, nie chce mi się tłuc do innego miasta, a na co, to w sumie nie wiadomo konkretnie. D: Życie daje za dużo możliwości i tyle, no.
Ja osobiście bardzo polecam, jak masz pasję, to da się rozwinąć, mimo że poziom jest jednak dość niski (z roku na rok chyba coraz niższy), dużo lepszy jest Poznań, jeśli chodzi o angielski. Studia są bardzo lekkie ogólnie, łatwe i przyjemne (chociaż na początku wiele osób miało wrażenie, że jest ciężko, że sobie nie radzą, że za słabo znają język itp., ale to tylko tak na początku wygląda), prowadzący zajęcia no to tak różnie, ale to chyba jak wszędzie. Specjalizację można zrobić z językoznawstwa, literatury i kultury amerykańskiej bądź angielskiej (plus nauczycielska). Perspektywy zawodowe są raczej słabe, jak w większości przypadków studiów humanistycznych, ale zawsze można wziąć drugi kierunek albo zrobić specjalizację nauczycielską, jak ktoś to lubi. Anglistyka to jednak albo hobby, albo początek kariery naukowej. Można ewentualnie zostać tłumaczem jak ja :). Od razu mówię, że organizacja, administracja, itp. na UW ogólnie jest koszmarna i to nie tylko moje zdanie. A, i jak pójdziesz na anglistykę, to masz szansę na zajęcia z historii języka angielskiego ze mną jako prowadzącą, bo od przyszłego roku zaczynam praktyki doktoranckie ;).
Tak że, jak mówię, są plusy dodatnie i plusy ujemne ;). Ja osobiście jestem z tych studiów bardzo zadowolona, bo wszelkie zagadnienia językowe i literatura amerykańska zafascynowały mnie jak nic innego i myślę, że w jakiś sposób rozwinęły intelekt i wrażliwość literacką, tak myślę. Podsumowując, z mojej strony jak najbardziej tak, chociaż pewne niedoskonałości oczywiście występują.
Pozdrawiam serdecznie :)
PS Dobrze Ci się kojarzy Beowulf jako jedno z najstarszych angielskich tekstów (pierwszy był "Caedmon's Hymn"), a średnioangielski to od Wilhelma Zdobywcy (1066) do przełomu XV/XVI w. czyli tak sporo przed Szekspirem. I zgadzam się - to jest fantastyczne :)
Rany, strasznie Cię przepraszam, że tak bucowato ucichłam D: Ale rozumiesz pewnie - z jednej strony mam testy przed egzaminami, z drugiej po, a w międzyczasie same egzaminy ;_; Nie polecam. Noale da się radę i już piszę. :D O, ale hobby tak na trzy lata z normalnym poziomem, żeby rozwinąć się na przynajmniej C1, międzywydziałowo? Brzmi super :D No o humanie krążą legendy z tym brakiem pracy, a że human wita, mam to wypisane na czole, to raczej nie ma wyjścia. Poza psychologią, po niej może coś da radę. Znaczy, teraz mam takie plany, a jak będzie po jakimś warszawskim humanie albo mathisie, to się zobaczy :D No, a wracając do wątku głównego, trzymam kciuki za Twoje tłumaczenie, bo to bardzo subtelna robota, o ile się orientuję. Bardzo podziwiam ludzi, którzy oddają obce słowa wiernie, bo do tego trzeba mieć cierpliwość i umiejętności jak nie wiem D: I językowe, i co do wyczucia, i takie, żeby nie robić tego po swojemu, w swoim stylu i reperując wszystkie niedociągnięcia po drodze. No to chyba przegrałam z tym UW XD Bo co by się nie działo, i tak zostaję, chyba bym nie umiała tak wyjechać do obcego miasta i spędzić w nim kilka lat, żeby się uczyć ;_; A do organizacji ewentualnie się przywyknie... Chociaż od kumpeli słyszę, jak strasznie to wszystko utrudnia ;_; Literatura jest cudowna, zwłaszcza obcego pochodzenia, dopóki to nie rozprawy filozoficzne, jak dla mnie. Znaczy są cudowne jak fizyka kwantowa - tak, ale totalnie nie dla mnie. Pozdrówki, Athemoss. PS. Jeśli się załapię na zajęcia z Tobą, to od razu duży plus dla anglistyki :D PS2. Yyy no więc mój najpiękniejszysłodszycudowniejszy gwizdek wcięło, wraz z nim 60% wszystkiego, co jest napisane, także premiera ma obsuw w obsuwie ;_; Ale może w te Święta zmęczę prolog, czy coś. Także przynajmniej on sobie tu powisi.
Jasne, że rozumiem, nie ma za co przepraszać. :) Egzamin C1 zdaje się w trakcie 3-letnich studiów licencjackich (plus B2 z drugiego, wybranego języka). A że poziom nauczania się stopniowo nie tylko na UW to jest fakt (niż demograficzny itd.). Słyszałam takie mrożące krew w żyłach opowieści, że studenci po pierwszym roku nie mają pojęcia, które to samogłoski przednie, tylne, górne i dolne, a to podstawy fonetyki są przecież. Najwięcej zależy jednak od podejścia. Jak się uprzesz, to przy odrobinie szczęścia skończysz studia, umiejąc bardzo niewiele, ale jak się przyłożysz z drugiej strony, to nie będzie problemu nie tylko z fonetyką, ale i z fonologią, o której krążą już zupełnie niezasłużenie czarne legendy. A znając Ciebie (troszeczkę) myślę, że fonologia i historia języka najbardziej Cię właśnie zainteresują.
Subtelność, wyczucie oczywiście w tłumaczeniach się przydają. W jednych bardziej, w innych mniej. Ja tłumaczę głównie teksty użytkowe, instrukcje, materiały prasowe, reklamowe, prezentacje multimedialne. Najgorsza jest w tym wszystkim terminologia, bo jako że nie mam zrobionej specjalizacji, muszę wcześniej zrobić czasochłonny risercz nt. technologii podziemnego zgazowania węgla np.
Oczywiście czekam z niecierpliwością przynajmniej na prolog :) Życzę więc weny i pozdrawiam :)
C1 brzmi fantastycznie :D A co do drugiego języka, sądzisz, że jak w licbazie zacznę francuski od podstaw i będę się go sumiennie uczyć, to dam radę dociągnąć? Czy lepiej nie? Bo tak mnie kusi ten język i ten kraj, ale dotychczasowy niemiecki miałam i w podstawówce, i w gimnazjum(ale w praktyce trzy lata od podstaw i się cofnęłam ;_;). Tylko że zero chemii. Karabiny strzelają, kule latają, kolbami łomocą... Yyy, ich liebe Dich. ;_; Przesadzam, rzecz jasna, ale kolejne trzy lata i potem studia to za dużo szczęścia. Chyba że nie dam rady. Samogłoski? A to się nie da na subtelne ustawiania dziubka z aaaa, iiii czy yyy na egzaminie? XD Bo na dźwięczne czy bezdźwięczne to bardzo działa. Fonologia, znaczy udźwięcznienia, ubezdźwięcznienia i tak dalej? Powiem tak, póki co bardzo mnie to nie kręci, ale w obcym języku już chyba bardziej :D A z historią języka trafiłaś w sedno - chociaż tego bardzo w mojej pisaninie nie widać, strasznie lubię czytywać, powiedzmy, komedie oświeceniowe, choćby dla słownictwa i osiemnastowiecznego "no chyba nie ty" :D A to, jak znaczenie słów się zmieniało, to sam miód. Yyyyy ;_; Dla mnie brzmi jak macarena ;_; I musisz zawsze poświęcać temu uwagę? Straszne. D: Nie opłacałoby Ci się zrobić specjalizacji... Czy to tak nie działa i jak zrobisz specjalizację, to niczym w erpegu zamyka Ci to drogę do innych odbiorców? Prolog dopieszczę dziś i jutro, powinien się pojawić niebawem :D Pozdrówki i nawzajem!
Och, to tak po kolei (mam nadzieję, że wszystko ogarnę): 1. Francuski. Bien sur, tout est possible! Ja tak właśnie zrobiłam. 3 lata francuskiego w liceum od zera (na tragicznie niskim poziomie tak swoją drogą). Potem rok lektoratu na studiach na B2 (tu z kolei ze świetnym prowadzącym), douczyłam się trochę przez wakacje i złożyłam papiery na romanistykę równoległą. We wrześniu zdałam egzamin, który zdaje się po pierwszym roku romanistyki, więc wpisali mnie od razu na drugi rok (niestety, nie dałam rady pogodzić wszystkiego, więc zrezygnowałam, no ale przynajmniej przeczytałam "Pieśń o Rolandzie" w tłumaczeniu na współczesny francuski i parę francuskich wierszy w oryginale :D). Więc z egzaminem na B2 nie będzie problemu. Ja np. z racji tego, że studiowałam romanistykę nie mogłam już zdawać francuskiego na anglistyce, więc w wakacje poszłam na intensywny lektorat z rosyjskiego i po paru miesiącach nauki zdałam B2 na 4+. Francuski obecnie właśnie szlifuję, bo już mi wiele z głowy wyleciało, a mam nadzieję w wakacje jechać na konferencję do Troyes. :D
2. Samogłoski. Nie bardzo rozumiem, szczerze mówiąc. ;p Chodziło mi o to, że studenci na zajęciach z historii języka, nie wiedzą, co się dzieje, gdy im się na historii języka mówi, że np. w wyniku Great Vowel Shift samogłoski przednie i tylne podwyższyły się o stopień, a najwyższe się zdyftongizowały.
3. Specjalizacja. Mogłabym ją zrobić (pomińmy koszty itd.), ale na razie nie jestem pewna, czy chcę temu poświęcić życie, a poza tym mam jeszcze doktorat na głowie. Na razie tak sobie dorywczo biorę przesłane przez firmę teksty, którym uważam, że sprostam i tak parę groszy zawsze wpadnie. Nawet ze zrobioną specjalizacją medyczną np. mogłabym sobie wziąć do tłumaczenia tekst prawniczy, tylko że na razie nie mam wystarczającej motywacji, żeby się gdzieś ukierunkować.
Okej, to dalej punktami: 1. Jeśli się da, to jestem cała szczęśliwa, bo bardzo bym chciała zacząć kręcić się przy tym języku :D Skoro tak mało Frenczów mówi po angielsku, to jakoś się porozumieć trzeba, a poza tym - wszyscy mi mówią, że to trudny język. Czy to prawda? ;_; Chyba nie trudniejszy niż fiński ze swoimi pięćdziesięcioma paroma modelami odmian, brakiem czasu przyszłego i siedemnastoma - chyba, głowy sobie uciąć nie dam - przypadkami. Zabawa przednia z tymi Finami... Ale wracając. Da się nauczyć ładnej wymowy? Bo przyznam, że mam styczność z takim dużo prostszym niemieckim dziewięć lat, trzy cofania się w rozwoju, i moja wymowa płacze, znaczy się: cośtam szprecham, ale żeby to było ładnym szphresianiem to nie powiem. PS. Wiersze francuskie muszą wymiatać, jejku, przecież francuski sam w sobie brzmi jak poezja. D: Ps2. Oj, sporo moich znajomych zna rosyjski, zazdroszczę, możecie oglądać Katarzynę Wielką Serial w oryginale, jak go wypuszczą... I nie uznawać grażdanki za runy, i wymysł zamknięty w Syzyfowych Pracach. Ps3. Meh, ile peesów, a chciałam jeszcze spytać, jaka konfa, lingwistyczna? 2. Pewnie przez moją dziką składnię zdań. ;_; Chodziło mi to, że ja głosek ni w ząb nie umiem i zawsze sprawdzam w czasie rzeczywistym, jaka jest głoska, bo nie umiem bez tego ich nazwać: nie wiem, że m i n jest nosowe, na przykład. Może dlatego, że moja edukacja z zakresu języka na polskim jest ograniczona do minimum... Ale no. Słowo dyftong kojarzę, jak skończę pisać tę odpowiedź, wyguglam je sobie. No, ogólnie też nie rozumiem tego, co powiedziałaś, ale brzmi zachęcająco i wciągająco, spróbuję sobie poczytać :D 3. A, traktujesz to trochę jak nauczanie w szkole, dorywczo jest, może zostaniesz z tym dłużej, ale życiowego przekonania nie ma? Rozumiem. Nawet jeśli ta specjalizacja coś daje i nic nie zamyka, musi być bardzo czasochłonna i faktycznie definiuje, że jesteś Tłumaczem. Niekoniecznie fajnie. A właśnie. doktorat, jak Ci idzie? :)
Nastąpiła radykalna zmiana planów: jako że prawdopodobnie muszę solidnie przemyśleć konstrukcję tego wszystkiego plus mam egzaminy od przyszłego wtorku plus rozgrzebuję ocenki i rozważam właśnie próbę pójścia do liceum, do którego wali pół Warszawy, to... To chyba prolog będzie w sobotę 25. Musi być piękny, nie chcę dać obecnego paragonu na półtorej strony. ;) Również pozdrawiam i obiecuję, że jak to się skończy, idę komentować do Ciebie, bo w Centrum Dowodzenia Bloggerem widziałam, że dodałaś nowy rozdział :D Oj, a mnie czeka tyle poprzednich 💛 Pozdrówki :D
Och, już się cieszę na narrację trzecioosobową. :D Miałam Cię dawno pytać, czemu 1. osoba? W jakim celu ten zabieg? Bo to zawsze musi mieć jakiś cel. Sprawdza się idealnie w kryminałach, powieściach z zacięciem filozoficznym (narrator typu Izmaela z "Moby Dicka"), obyczajówki mogą być, o ile narrator nie jest głównym bohaterem (coś jak Nick Carraway albo pan Lockwood/Nelly Dean). Ale fantasy to tak nie za bardzo, tak że tego... No cieszę się bardzo, że to się zmieni i wiele innych rzeczy też. I czekam z niecierpliwością.
OdpowiedzUsuńPS No wiem, że daaawno mnie nie było, ale tu studia, nowa praca, konferencja naukowa wisi nade mną od jakiegoś czasu i muszę coś na nią wydziergać ze staro- albo średnioangielskiego... Oczywiście nie wychodzi mi nic sensownego, więc się zabrałam do pisania nowego rozdziału i nadrabiania zaległości na blogach ;). Oczywiście powodzenia życzę i pozdrawiam serdecznie :)
Wiesz co, to opko wyrosło na bazie strasznie starej wersji, w której aspekt psychologiczny Złej Killerki był dość ważny. Oczywiście wyszła Marysia Zuzanna, ale to inna sprawa. Tutaj 1. osoba miała o tyle sensowne zastosowanie, że nie musiałam tłumaczyć mechanizmów świata(ale i tak to robiłam), przedstawiałam subiektywny punkt widzenia w rozterkach(a raczej miałam).. A poza tym bawiło mnie papranie się w kolejności opisów i porównaniach, które dla Białki miały być specyficzne. I w zamierzeniu to miało być totalnie polityczne, znaczy będzie, ale mniej, przeciętnego czytelnika rozkłady i drzewka rodowe jednak nie obchodzą ;_;
UsuńTeraz, co prawda, nie obędzie się bez zakładki Bohaterowie, ale bardzo nieszczegółowej. Bez zdjęć i koloru oczu. Takie podstawy, kto z wojska, stronnictwa, z takiego księstwa, a kto z head polityki ważnego państwa - bo przy moim publikowaniu na ruski rok to serio można się nie połapać.
Właściwie... Właściwie wszystko się zmieni. Ale będzie o niebo lepiej, gwarantuję, nie będzie bezpłciowej bohaterki i tak dalej. :D
PS. No co Ty :D Sama nie mam czasu, nie ma mnie na blogosferze i bardzo się ucieszyłam, że się odezwałaś, myślałam, że kto będzie chciał, milcząco pokiwa głową i tyle, bez komciów, a tu proszę :D A nawet dzięki wielkie za odzew :D
Doktorat i literatura staroangielska, coś mi się kojarzy, od Beowulfa do mniej więcej przed Szekspirem? Obycie mam zerowe, ale brzmi fantastycznie jako studia. Anglistyka na UW, dobrze pamiętam z Twojej zakładki? :D To od razu spytam, bo czemu nie i bo nie wiem, co zrobić ze swoim życiem: polecasz kierunek i Uniwerek? Bo tak na 99% będę iść na UW, nie chce mi się tłuc do innego miasta, a na co, to w sumie nie wiadomo konkretnie. D: Życie daje za dużo możliwości i tyle, no.
Pozdrówki,
Athemoss.
Ja osobiście bardzo polecam, jak masz pasję, to da się rozwinąć, mimo że poziom jest jednak dość niski (z roku na rok chyba coraz niższy), dużo lepszy jest Poznań, jeśli chodzi o angielski. Studia są bardzo lekkie ogólnie, łatwe i przyjemne (chociaż na początku wiele osób miało wrażenie, że jest ciężko, że sobie nie radzą, że za słabo znają język itp., ale to tylko tak na początku wygląda), prowadzący zajęcia no to tak różnie, ale to chyba jak wszędzie. Specjalizację można zrobić z językoznawstwa, literatury i kultury amerykańskiej bądź angielskiej (plus nauczycielska). Perspektywy zawodowe są raczej słabe, jak w większości przypadków studiów humanistycznych, ale zawsze można wziąć drugi kierunek albo zrobić specjalizację nauczycielską, jak ktoś to lubi. Anglistyka to jednak albo hobby, albo początek kariery naukowej. Można ewentualnie zostać tłumaczem jak ja :). Od razu mówię, że organizacja, administracja, itp. na UW ogólnie jest koszmarna i to nie tylko moje zdanie. A, i jak pójdziesz na anglistykę, to masz szansę na zajęcia z historii języka angielskiego ze mną jako prowadzącą, bo od przyszłego roku zaczynam praktyki doktoranckie ;).
UsuńTak że, jak mówię, są plusy dodatnie i plusy ujemne ;). Ja osobiście jestem z tych studiów bardzo zadowolona, bo wszelkie zagadnienia językowe i literatura amerykańska zafascynowały mnie jak nic innego i myślę, że w jakiś sposób rozwinęły intelekt i wrażliwość literacką, tak myślę. Podsumowując, z mojej strony jak najbardziej tak, chociaż pewne niedoskonałości oczywiście występują.
Pozdrawiam serdecznie :)
PS Dobrze Ci się kojarzy Beowulf jako jedno z najstarszych angielskich tekstów (pierwszy był "Caedmon's Hymn"), a średnioangielski to od Wilhelma Zdobywcy (1066) do przełomu XV/XVI w. czyli tak sporo przed Szekspirem. I zgadzam się - to jest fantastyczne :)
Rany, strasznie Cię przepraszam, że tak bucowato ucichłam D: Ale rozumiesz pewnie - z jednej strony mam testy przed egzaminami, z drugiej po, a w międzyczasie same egzaminy ;_; Nie polecam. Noale da się radę i już piszę. :D
UsuńO, ale hobby tak na trzy lata z normalnym poziomem, żeby rozwinąć się na przynajmniej C1, międzywydziałowo? Brzmi super :D No o humanie krążą legendy z tym brakiem pracy, a że human wita, mam to wypisane na czole, to raczej nie ma wyjścia. Poza psychologią, po niej może coś da radę. Znaczy, teraz mam takie plany, a jak będzie po jakimś warszawskim humanie albo mathisie, to się zobaczy :D No, a wracając do wątku głównego, trzymam kciuki za Twoje tłumaczenie, bo to bardzo subtelna robota, o ile się orientuję. Bardzo podziwiam ludzi, którzy oddają obce słowa wiernie, bo do tego trzeba mieć cierpliwość i umiejętności jak nie wiem D: I językowe, i co do wyczucia, i takie, żeby nie robić tego po swojemu, w swoim stylu i reperując wszystkie niedociągnięcia po drodze.
No to chyba przegrałam z tym UW XD Bo co by się nie działo, i tak zostaję, chyba bym nie umiała tak wyjechać do obcego miasta i spędzić w nim kilka lat, żeby się uczyć ;_; A do organizacji ewentualnie się przywyknie... Chociaż od kumpeli słyszę, jak strasznie to wszystko utrudnia ;_;
Literatura jest cudowna, zwłaszcza obcego pochodzenia, dopóki to nie rozprawy filozoficzne, jak dla mnie. Znaczy są cudowne jak fizyka kwantowa - tak, ale totalnie nie dla mnie.
Pozdrówki,
Athemoss.
PS. Jeśli się załapię na zajęcia z Tobą, to od razu duży plus dla anglistyki :D
PS2. Yyy no więc mój najpiękniejszysłodszycudowniejszy gwizdek wcięło, wraz z nim 60% wszystkiego, co jest napisane, także premiera ma obsuw w obsuwie ;_; Ale może w te Święta zmęczę prolog, czy coś. Także przynajmniej on sobie tu powisi.
Jasne, że rozumiem, nie ma za co przepraszać. :) Egzamin C1 zdaje się w trakcie 3-letnich studiów licencjackich (plus B2 z drugiego, wybranego języka). A że poziom nauczania się stopniowo nie tylko na UW to jest fakt (niż demograficzny itd.). Słyszałam takie mrożące krew w żyłach opowieści, że studenci po pierwszym roku nie mają pojęcia, które to samogłoski przednie, tylne, górne i dolne, a to podstawy fonetyki są przecież. Najwięcej zależy jednak od podejścia. Jak się uprzesz, to przy odrobinie szczęścia skończysz studia, umiejąc bardzo niewiele, ale jak się przyłożysz z drugiej strony, to nie będzie problemu nie tylko z fonetyką, ale i z fonologią, o której krążą już zupełnie niezasłużenie czarne legendy. A znając Ciebie (troszeczkę) myślę, że fonologia i historia języka najbardziej Cię właśnie zainteresują.
OdpowiedzUsuńSubtelność, wyczucie oczywiście w tłumaczeniach się przydają. W jednych bardziej, w innych mniej. Ja tłumaczę głównie teksty użytkowe, instrukcje, materiały prasowe, reklamowe, prezentacje multimedialne. Najgorsza jest w tym wszystkim terminologia, bo jako że nie mam zrobionej specjalizacji, muszę wcześniej zrobić czasochłonny risercz nt. technologii podziemnego zgazowania węgla np.
Oczywiście czekam z niecierpliwością przynajmniej na prolog :)
Życzę więc weny i pozdrawiam :)
C1 brzmi fantastycznie :D A co do drugiego języka, sądzisz, że jak w licbazie zacznę francuski od podstaw i będę się go sumiennie uczyć, to dam radę dociągnąć? Czy lepiej nie? Bo tak mnie kusi ten język i ten kraj, ale dotychczasowy niemiecki miałam i w podstawówce, i w gimnazjum(ale w praktyce trzy lata od podstaw i się cofnęłam ;_;). Tylko że zero chemii. Karabiny strzelają, kule latają, kolbami łomocą... Yyy, ich liebe Dich. ;_; Przesadzam, rzecz jasna, ale kolejne trzy lata i potem studia to za dużo szczęścia. Chyba że nie dam rady. Samogłoski? A to się nie da na subtelne ustawiania dziubka z aaaa, iiii czy yyy na egzaminie? XD Bo na dźwięczne czy bezdźwięczne to bardzo działa.
OdpowiedzUsuńFonologia, znaczy udźwięcznienia, ubezdźwięcznienia i tak dalej? Powiem tak, póki co bardzo mnie to nie kręci, ale w obcym języku już chyba bardziej :D A z historią języka trafiłaś w sedno - chociaż tego bardzo w mojej pisaninie nie widać, strasznie lubię czytywać, powiedzmy, komedie oświeceniowe, choćby dla słownictwa i osiemnastowiecznego "no chyba nie ty" :D A to, jak znaczenie słów się zmieniało, to sam miód.
Yyyyy ;_; Dla mnie brzmi jak macarena ;_; I musisz zawsze poświęcać temu uwagę? Straszne. D: Nie opłacałoby Ci się zrobić specjalizacji... Czy to tak nie działa i jak zrobisz specjalizację, to niczym w erpegu zamyka Ci to drogę do innych odbiorców?
Prolog dopieszczę dziś i jutro, powinien się pojawić niebawem :D
Pozdrówki i nawzajem!
Och, to tak po kolei (mam nadzieję, że wszystko ogarnę):
Usuń1. Francuski. Bien sur, tout est possible! Ja tak właśnie zrobiłam. 3 lata francuskiego w liceum od zera (na tragicznie niskim poziomie tak swoją drogą). Potem rok lektoratu na studiach na B2 (tu z kolei ze świetnym prowadzącym), douczyłam się trochę przez wakacje i złożyłam papiery na romanistykę równoległą. We wrześniu zdałam egzamin, który zdaje się po pierwszym roku romanistyki, więc wpisali mnie od razu na drugi rok (niestety, nie dałam rady pogodzić wszystkiego, więc zrezygnowałam, no ale przynajmniej przeczytałam "Pieśń o Rolandzie" w tłumaczeniu na współczesny francuski i parę francuskich wierszy w oryginale :D). Więc z egzaminem na B2 nie będzie problemu. Ja np. z racji tego, że studiowałam romanistykę nie mogłam już zdawać francuskiego na anglistyce, więc w wakacje poszłam na intensywny lektorat z rosyjskiego i po paru miesiącach nauki zdałam B2 na 4+. Francuski obecnie właśnie szlifuję, bo już mi wiele z głowy wyleciało, a mam nadzieję w wakacje jechać na konferencję do Troyes. :D
2. Samogłoski. Nie bardzo rozumiem, szczerze mówiąc. ;p Chodziło mi o to, że studenci na zajęciach z historii języka, nie wiedzą, co się dzieje, gdy im się na historii języka mówi, że np. w wyniku Great Vowel Shift samogłoski przednie i tylne podwyższyły się o stopień, a najwyższe się zdyftongizowały.
3. Specjalizacja. Mogłabym ją zrobić (pomińmy koszty itd.), ale na razie nie jestem pewna, czy chcę temu poświęcić życie, a poza tym mam jeszcze doktorat na głowie. Na razie tak sobie dorywczo biorę przesłane przez firmę teksty, którym uważam, że sprostam i tak parę groszy zawsze wpadnie. Nawet ze zrobioną specjalizacją medyczną np. mogłabym sobie wziąć do tłumaczenia tekst prawniczy, tylko że na razie nie mam wystarczającej motywacji, żeby się gdzieś ukierunkować.
Czekam w takim razie na prolog i pozdrawiam :)
Okej, to dalej punktami:
Usuń1. Jeśli się da, to jestem cała szczęśliwa, bo bardzo bym chciała zacząć kręcić się przy tym języku :D Skoro tak mało Frenczów mówi po angielsku, to jakoś się porozumieć trzeba, a poza tym - wszyscy mi mówią, że to trudny język. Czy to prawda? ;_; Chyba nie trudniejszy niż fiński ze swoimi pięćdziesięcioma paroma modelami odmian, brakiem czasu przyszłego i siedemnastoma - chyba, głowy sobie uciąć nie dam - przypadkami. Zabawa przednia z tymi Finami... Ale wracając. Da się nauczyć ładnej wymowy? Bo przyznam, że mam styczność z takim dużo prostszym niemieckim dziewięć lat, trzy cofania się w rozwoju, i moja wymowa płacze, znaczy się: cośtam szprecham, ale żeby to było ładnym szphresianiem to nie powiem. PS. Wiersze francuskie muszą wymiatać, jejku, przecież francuski sam w sobie brzmi jak poezja. D: Ps2. Oj, sporo moich znajomych zna rosyjski, zazdroszczę, możecie oglądać Katarzynę Wielką Serial w oryginale, jak go wypuszczą... I nie uznawać grażdanki za runy, i wymysł zamknięty w Syzyfowych Pracach.
Ps3. Meh, ile peesów, a chciałam jeszcze spytać, jaka konfa, lingwistyczna?
2. Pewnie przez moją dziką składnię zdań. ;_; Chodziło mi to, że ja głosek ni w ząb nie umiem i zawsze sprawdzam w czasie rzeczywistym, jaka jest głoska, bo nie umiem bez tego ich nazwać: nie wiem, że m i n jest nosowe, na przykład. Może dlatego, że moja edukacja z zakresu języka na polskim jest ograniczona do minimum... Ale no. Słowo dyftong kojarzę, jak skończę pisać tę odpowiedź, wyguglam je sobie. No, ogólnie też nie rozumiem tego, co powiedziałaś, ale brzmi zachęcająco i wciągająco, spróbuję sobie poczytać :D
3. A, traktujesz to trochę jak nauczanie w szkole, dorywczo jest, może zostaniesz z tym dłużej, ale życiowego przekonania nie ma? Rozumiem. Nawet jeśli ta specjalizacja coś daje i nic nie zamyka, musi być bardzo czasochłonna i faktycznie definiuje, że jesteś Tłumaczem. Niekoniecznie fajnie. A właśnie. doktorat, jak Ci idzie? :)
Nastąpiła radykalna zmiana planów: jako że prawdopodobnie muszę solidnie przemyśleć konstrukcję tego wszystkiego plus mam egzaminy od przyszłego wtorku plus rozgrzebuję ocenki i rozważam właśnie próbę pójścia do liceum, do którego wali pół Warszawy, to... To chyba prolog będzie w sobotę 25. Musi być piękny, nie chcę dać obecnego paragonu na półtorej strony. ;)
Również pozdrawiam i obiecuję, że jak to się skończy, idę komentować do Ciebie, bo w Centrum Dowodzenia Bloggerem widziałam, że dodałaś nowy rozdział :D Oj, a mnie czeka tyle poprzednich 💛
Pozdrówki :D