sobota, maja 30, 2015

Prolog

Przemycenie młodych żmijów do księstw Rakuczy stanowiło prawdziwe wyzwanie, nawet dla zawodowca. Janowi Żurańskiemu już nieraz przewijały się przez ręce mistyki, jak w żargonie zwano bestie magiczne, ale takich problemów jak z tymi smoczkami nie uświadczył nigdy wcześniej.
I miał nadzieję, że później nie będzie musiał. Bo o ile przygotował się na to, że opieka nad niewyrośniętymi jeszcze stworami może przysporzyć kłopotu, o tyle oczekiwał, że pewien skorumpowany druid, od którego je wykupił, powie coś więcej. Nic z tego. Dopiero w drodze okazało się, że żmije ledwo znosiły letnie temperatury. Gdy przemytnik próbował jechać pół dnia z do połowy obsuniętą skrzynią, jak zwykle postępował z wężami, to gady prawie pozdychały na miejscu. Dlatego też rytm podróży Żurańskiego na drodze zaczęło wyznaczać niańczenie węży.
Najpierw było karmienie myszami w sokolniczych rękawicach; potem bestyjki powinny się wygrzewać przez jakąś godzinę. Dalej należało nalać wody do misy o wysokich brzegach, żeby mogły się według uznania pluskać, po czym zamknąć skrzynię. Zrobiwszy to, Żurański szedł do pobliskiej wsi, by spytać się o kurze jaja i drobne gryzonie, a przy okazji o strawę dla siebie. Wróciwszy do wozu, kontrolował, jak się miały gady, po czym jechał dalej. Parę godzin później karmił je znowu.
Ten rytuał powtarzał dwa razy dziennie, za każdym razem przypinając i odpinając liczne skórzane rzemienie raczej płytkiej, ale długiej i szerokiej skrzyni. To chyba męczyło przemytnika najbardziej, ale wiedział, że nie wolno mu pominąć tego ruchu: bez niego żmijowe skrzydełka, aksamitne i nieproporcjonalnie wręcz duże, mogły połamać się na wybojach. Coś podobnego było niedopuszczalne. Wszak nie po to Żurański wiózł rzadkie mistyki z głębi swojego kraju na obchody Zesłania Anielich w Risson, aby oddawać w cudze ręce nielotne bestyjki.
Inna rzecz, że te cztery żmije nie osiągnęły jeszcze takiego wieku, żeby latać – ale na nogach dawały sobie radę aż za dobrze. Przemytnik niezbyt dobrze wspominał początek tej znajomości, spędzony głównie na szukaniu stworzeń po okolicznych krzakach i na leczeniu się z ran od ich szponów – potem coś w tej relacji się poprawiło. Gady, długie jak ramię dorosłego chłopa, o wielkich skrzydłach, zębach jak rzędy igieł, a kolorem przypominające padalce, przestały gryźć i przemytnika, i siebie nawzajem nawzajem; trzeciego dnia nawet nie wyrywały się mu z rąk. I, co chyba najdziwniejsze, jeden ze stworów, czarny z niebieskawymi plamami, osobliwie obdarzył mężczyznę sympatią.
Tuż za granicą z Rakuczami, kiedy to szczęśliwie udało się wyminąć kontrolę celną, Żurański oddał żmije w cudze ręce. Wtedy to odbierający je Rakuczanin, Jaques Labelle, sprawdzał stan mistyków – a czarny czmychnął, jak jaszczurka wyślizgnął się im z rąk. O jakimkolwiek świetle mowy być nie mogło, jako że trwała noc i padał rzęsisty deszcz, szukali więc zupełnie po omacku. Bez skutku. Uciekinier jakby się rozpłynął.
Po godzinie czy dwóch Labelle stwierdził, że czas go naglił, więc najwyżej obejdzie się bez czwartej sztuki. Zapłacił Żurańskiemu umówioną zawczasu kwotę i rychło odjechał – zaś czarny stwór znalazł się dopiero dzień później, między wiezionymi worami z mąką, i ani myślał znikać. Choć przemytnik starał się najpierw go przegnać, odpychać, a potem ignorować – nic to nie dało. Żeby bestyjka znikła, musiałby ją chyba zabić, bo wyraźnie uparła się, by stale mieszkać na wozie.
I Żurański nie wiedział, że przez to przywiązanie mistyk ocalił swoje życie. Bo żmije nie były wiezione na festyn, by zostać sprzedanymi. Jechały, by Labelle mógł przez resztę podróży je głodzić i się z nimi drażnić. Takie dostał wytyczne od swojego pana, pewnego wpływowego pułkownika, którego syn natomiast zobowiązał się nadpiłować pustą jeszcze, drewnianą klatkę – w niej miały znaleźć się bestie wystawione na sprzedaż. Ale ani on, ani podwładny jego ojca, ani nawet Żurański nie wiedzieli, czemu miało to wszystko służyć. Zrozumieli dopiero po tym, gdy to się stało.
Trzy żmije pojechały zabijać cywili.

24 komentarze:

  1. Jej! :D Miło cię tu ponownie widzieć, nawet jeśli pomachałaś mi przed nosem tak krótkim fragmentem i narobiłaś smaka na więcej, dużo więcej. Ale ja cierpliwa jestem, zresztą wiem, że pszyra może być suką, jak nie poświęci się jej wystarczająco dużo uwagi.
    Ja też zresztą muszę się trochę poszarpać teraz... bo jak nie, to wrzesień. A wtedy to fajnie byłoby coś innego porobić, a nie zakuwać. Do pszyry.
    Niemniej cieszę się, że dałaś znak życia. :) Prolog trochę za krótki, żeby powiedzieć o nim coś więcej, ale wypadło całkiem intrygująco. Jakoś połączenie fantastycznych smoków i poczciwego polskiego Jana budzi taki przyjemny dreszczyk oczekiwania. :D
    Nurtuje mnie - czy Rakucza (księstwa Rakuczy?), nazwa w sensie, ma jakiś związek z czeskim określeniem na Austrię, Rakousko? Czy to tylko moje studia przeżerają mi mózg i wpychają się, gdzie ich nie chcą...?
    Kłaniam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smaka zaspokoisz pewnie za dwa,trzy tygodnie, bo po wystawieniu ocen jeszcze nie będę mieć do końca głowy do pisania(okaże się, które licbazy ściągają sobie mnie na głowę), ale już będę rozwijała obecne zarysy fabuły. :D Ciebie też miło widzieć, jej, bardzo doceniam komcia w dniu dodania rozdziału.Nie liczyłam na to, przyznam szczerze :D Nie po tak długiej nieobecności i nie pokazywaniu się w towarzystwie morzosferowym.
      Wrzesień? Jejku, tak Wam zazdroszczę, studentom to dobrze pod tym względem. D:
      Stwierdziłam, że od sześciostronicowych trzeba kiedyś odejść :D A jeśli wypadło dobrze, to tylko się cieszę - magiczne bestie to nie tylko najemnicy i zabijanie ich jako główny quest, i o to najbardziej mi chodziło... A jeśli Cię intryguje, to fantastycznie. :D
      Rakucze, Rakucze, liczba mnoga, jak Niemcy. Analogicznie do Cesarstwa dawno temu, Rakucze przez wiele wieków były rozbite na masę księstw i to objawia się też w liczbie mnogiej. To fascynujące, wiem. XD Pierwotnie ta kraina miała się nazywać Rakusze(Raccouche po ichniejszemu... jej, prawie jak racuchy). Ale potem się okazało, że królowa Rakuszanka to wcale nie stamtąd i że musi nastąpić jakaś szybka i możliwie bezbolesna zmiana... A skąd skojarzenie z czeskim i studiami, studiujesz bohemistykę? :D

      Piękne dzięki za komcia,
      Athemoss.

      PS. Jak dziwnie to nie zabrzmi, ciągle pamiętam o Tobie i Twojej Soli Ziemi. Serio, zwykle jak mam ochotę poczytać jakieś opowiadanie z blogasków, wybór pada na jedno z trzech, w tym Twoje - ale że chcę zawsze zostawić porządny ślad po sobie, kończy się na tym, że czytam pół strony, a potem się okazuje, że jednak nie mam tych dwóch, trzech godzin na szczegółowe komcianie, nie czytam i odkładam na potem, strasznie mi za to głupio D:

      Usuń
    2. Jak pisałam - cierpliwa jestem. Zresztą teraz i tak nie bardzo mam czas, żeby się zastanawiać nad czymkolwiek poza nauką, zatem może to i dobrze, że dopiero za trzy tygodnie. ;)
      Czasem sprawdzam, co tam słychać, i tak trafiło, że akurat wstawiłaś prolog, to uznałam, że trzeba skomentować od razu, żeby właśnie dać znać, że są jeszcze tacy, co czekają. :D Sama wiem, jak zachęca nawet kilka zdań. :)
      Ano, studuju bohemistyku, chyba najlepsza decyzja w moim życiu. :D
      Nie przejmuj się tym! Jak będziesz miała czas to wtedy zapraszam, są ważniejsze rzeczy niż czytanie i komentowanie blogasków. ;)

      Usuń
    3. Właśnie widziałam ogłoszenie u Ciebie - także trzymam kciuki za Twoją sesję i powodzenia :D
      Dokładnie tak! Motywuje jak, no, prawie nic innego, zwłaszcza przy takim typie pracy. Bo w sumie niewiele więcej jest dróg uznania czyjegoś opka - o ile arta czy nawet dzieło graficzne da się polubić, zaserduszkować, przypiąć, zreblogować, cokolwiek - to z opkiem tego samego się nie zrobi. ;_; I w sumie to jest ból, bo od pewnego momentu w życiu zaczynamy bardzo krucho stać z czasem, więc i z komciami bywa różnie... Dlatego tym bardziej jestem wdzięczna za ten odzew.
      Ale super! :D To chyba Ty jesteś najbardziej kompetentna, żeby to rozstrzygnąć - czeski jest taki trudny? Bo przez chwilę miałam ochotę się nauczyć tego języka(ohohoho, miałam siłę uczyć się czegoś fakultatywnie ;__;), wydawał się trudny do płynnego opanowania, znaczy się - takiego, żeby móc się nie przejęzyczać i nie przeplatać czeskiego polskim w najmniej odpowiednich momentach.
      Jak odzyskam trochę życia, to bądź pewna, że wpadnę. :D

      Usuń
    4. Póki co sesyjka idzie dobrze, właśnie czekam na wyniki z dziejów regionu i jestem pozytywnej myśli. :D
      Hm, myślę, że w przypadku atrów etc. konstruktywny komentarz też jest o wiele milej widziany. W zasadzie lajki i inne to te krótkie komentarze pod opowiadaniami ("fajnie", "super" etc.) - też sprawiają radość, ale nie przynoszą aż takiej satysfakcji i motywacji, gdy komć jest długi i rzetelny. Nawet kiedy wytyka błędy w słowach/ w logice/ złych proporcjach/ słabych kolorach (a może zwłaszcza). Chyba każdy twórca, jak szumnie pozwolę sobie się nazwać, liczy na taki wydźwięk. A twórców trzeba wspierać, choćby dobrym słowem!

      Nie, trudny nie jest. Podstawy gramatyki są takie same, jak w polskim, zatem jesteśmy mocno do przodu. Są różne końcówki w odmianie przez przypadki i to sprawia największy problem, ale system działa na podobnych zasadach. Gdy wreszcie przysiadłam, by się ich wyuczyć na egzamin, teraz już się nie kłopoczę, zrobiło się to odruchem. :)
      Najgorsze są chyba te słowa, które u nich łączą się z innymi przypadkami - czuję się tak cholernie niekomfortowo, pisząc "rozumieć" z dativem albo "nie mieć" z akuzativem. Zawsze toczę wewnętrzną walkę. Pewnym problemem są też niemal identyczne słowa, które w polskim są zwrotne albo łączą się z zaimkami (bądź odwrotnie) - długo zajęło mi wbicie sobie do głowy, że w czeskim "telefonuju studentovi", a nie "telefonuju do studenta". Trudno o tym pamiętać, kiedy się mówi (szczególnie, gdy jest się zestresowanym...), w piśmie jest prościej. Ale wszystko idzie wyćwiczyć, wbić sobie do głowy brzmienie wyrażenia i samo się nasuwa na usta.
      Zaś wbrew pozorom "fałszywi przyjaciele" są całkiem łatwi do zapamiętania, łatwiejsi niż w angielskim. Często te słowa mają przeciwne znaczenie, np. "czerstwy" w czeskim to "świeży". Tych sławetnych typu "porucha", "szukat" nauczyliśmy się już na samym początku, żeby właśnie nie obrazić albo nie wprawiać w konfuzję ewentualnych Czechów, z którymi byśmy rozmawiali łamaną mieszanką polskiego i czeskiego (bo czego się spodziewać po pierwszym roku :P).
      Mam sporo zajęć o kulturze Czechów, o ich mentalności, zatem mogę ci powiedzieć, że prawdopodobnie nikt się tam nie obrazi za drobne błędy, raczej się ucieszą, że ktoś uczy się języka ich malutkiego narodu. :D

      Usuń
    5. Jej, piszecie rzeczy takie jak dzieje regionu od pierwszych Wacławów? Trochę dużo do wkucia. ;_; Noale dobra, sesja, czego ja od niej wymagam, tam jest wszystko.
      Oczywiście masz rację. Moja przyjaciółka to artystka i swojego czasu prowadziła nawet konto ma DeviantArcie, ale w końcu porzuciła, bo miała za mało czasu - i sporo osób klikało te favy, pisało, że nice work, ale to nie motywowało tak, jak długie komcie. I znów - prawda, że nic nie jest tak ważne, jak właśnie te uwagi, tylko że przy arcie to popatrzysz 10 sekund i wyłapiesz, co Ci nie gra, naskrobiesz kilka cieplejszych słów i parę uwag, jakieś piętnaście minut Ci to zajmie i taki artyst będzie wdzięczny. A w pisaninie to zanim się ją przeczyta i skomentuje, mija godzina w najlepszym wypadku. A sama wiesz, jak czasem ciężko wyskrobać równą godzinę i często więcej. Więc wiesz. Cenne tak samo dla jednych i drugich, ale mniej prawdopodobne, że opkopisarz dostanie sensownego komcia.
      I favowanie jest mocno niezobowiązujące, ale już pokazuje, że ktoś zauważył i docenił. Chciałbym, żeby dało się serduszkować posty i żeby w centrum nawigacji Bloggerem wisiała liczba serduszek, wyświetleń i komentarzy. To by jakoś tam motywowało, bo kliknięcie to tylko chwila, a tak to jest przepaść pomiędzy liczbą wyświetleń a komciów. D:
      PS. Oj, stanowczo w tym świecie, gdzie z humanów się ciągle kpi, powinno się ich wspierać. D:

      Telefonuje się komu czemu? ;_; Jejku, to gorsze od niemieckiej jazdy z samochodem. ;_; Faktycznie, gramatyka to już coś, Angole na pewno mają gorzej(y pomijając to, że u nich bohemistyka chyba nie jest najbardziej rozchwytywanym kierunkiem studiów).
      A czerstwy to znam, tak samo jest po słowacku :D Ciągle pamiętam wielki afisz reklamujący kauflandowy dennie czerstwy chleb. I moment konfuzji, kiedy przeglądam Tumbra, a tu obraz zatytułowany Divka... Przygody z czeskim.
      Mądre. Znaczy się, nie sądziłam, że coś takiego jak wyszukiwanie tych fałszywych przyjaciół jest już na pierwszym roku, ale w sumie to zupełnie logiczne. To norma, inne kierunki też tak mają?
      A, to bardzo miłe z ich strony. :D To jeszcze spytam, bo jesteś obeznana w temacie: da się dorwać jakieś podręczniki papierowe? Bo kiedyś wzięłam korespondencyjny kurs francuskiego na mejla i fińskiego w pfdie, ale skończyło się na dwóch i jednej lekcji. Ekhm. ;_; A niewypełniana książka ma w sobie trochę wyrzutu.

      Usuń
    6. Drugi semestr, to większość za nami już była, zostało od około drugiej połowy XIX wieku, a i tak nie omawialiśmy jeszcze sytuacji po '89. I tak jak nie przepadałam za uczeniem się historii w szkole - nie zrozum mie źle, była fascynująca, ale to wkuwanie dat, nazwisk, ruchów wojsk i ugrupowań politycznych było mordęgą... historia powinna być opowieścią, a nie zbiorem haseł, zresztą mnie zawsze bardziej interesowała kultura i mentalność - to poznawanie tych samych wydarzeń, ale widzianych z innej perspektywy, jest bardzo pouczające. :)
      Poza tym zaliczone, jej! :D
      Tak, to prawda, w sumie ten czas czy też jego brak jest najgorszy. :(

      Tak, komu czemu, ale właśnie przez ten brak przyimka (przyimka, kurde, czemu zawsze myli mi się z zaimkiem?) jakoś łatwej szło zapamiętać. Hm, Anglicy pewnie niezbyt są zainteresowani bohemistyką, ale z tego co mówią moi wykładowcy, całkiem sporo Niemców uczy się czeskiego (i polskiego też!).
      Jednym z minusów uczenia się czeskiego jest fakt, że po pierwszych dwóch miesiącach słuchania zupełnie przestaje bawić. A jak jeszcze zacznie się go rozumieć, to już w ogóle do bani, ani chichotu. xD
      Nie wiem, jak na innych kierunkach, ale prawdopodobnie powiedziano nam o tych podstawowych, ponieważ nasze języki są na tyle podobne, że możemy wplatać polski do wypowiedzi i nadal będziemy rozumiani. No i czasem przez to możemy zostać zrozumiani źle i nawet się nie zorientujemy...
      Hm, my korzystamy z podręcznika "Communicative Czech: Elementary Czech" Ivany Reskovej i Magdaleny Pintarovej (skserowany, nie kupowałam, w sumie nikt u nas nie kupił), ale szczerze mówiąc to niespecjalnie dużo z niego korzystaliśmy. Jeśli już, to same zadania uzupełnialiśmy. Jak do niego zaglądałam, bo moje notatki odnośnie gramatyki były niejasne, to kończyło się zwykle, że pytałam kogoś z grupy. Ta książka jest raczej dostosowana do odbiorcy anglojęzycznego (i nie samouka), a w wielu przypadkach wystarczyło, że ktoś powiedział "no, przecież to jest tak samo/ podobnie, co u nas!", i nagle wszystko stawało się jasne.

      Usuń
  2. Hej, wpadłam przypadkiem i też przeczytałam, co tam zostawiłaś nam tutaj na blogu. Uchwyciłaś moje serduszko tą relacją żmijek z Janem i chyba też tym, że wskazuje na to, jakby był Polakiem, a lubię opowiadania, gdzie bohaterowie mają polskie imiona, nazwiska. Chyba, że jednak nie trafiłam. Cóż, chłopaczyna musiał zastąpić im matkę i faktycznie nieźle je niańczyć. Może chociaż nagroda była cenna? Widocznie żmija coś wywęszyła, może poczuła niechęć do tamtego człowieka i została z Janem. Dla niego to dobrze, ale czy dla Jana też? Może polubią się i będą nieodłącznymi towarzyszami? Mój przegrzany mózg czyta ostatnie zdanie zupełnie inaczej: "Trzy żmije pojechały zabijać cweli"... idę spać. Może z tego jakaś wojna będzie?

    Żmijów? A nie żmij?

    Pozdrawiam i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/smok-i-zmij;8354.html
      PWN przyjacielem człowieka.

      Usuń
    2. Cześć! Tak, stanowczo był Polakiem, znaczy się: jest z para-Polski. :D I wiózł słowiańskie stwory. Chciałam, żeby jedno do drugiego pasowało, bo postaram się dodać do tego opka trochę wkrętów kulturowo-mitologicznych - więc uprzedzam o tym już w prologu. I jednocześnie że nie planuję wszechobecnego zanglicyzowania nazw fantastycznych. Temu służył ten prolog, poza wprowadzeniem do akcji, rzecz jasna. Ale wydaje mi się, że wątek Jana i jego żmija jeszcze się pojawi.
      Co? Nienie, żadnych cweli. XD
      I odpowiadając na pytanie: To zabrzmi niesamowicie głupio, ale tak. Bardzo pośrednio, ale jednak.

      I no, chciałam jakoś odpowiedzieć, ale że ten tydzień był jakąś totalną drogą przez mękę i nie dałam rady odpisać, Nerka była pierwsza. D:

      Pozdrówki i śliczne dzięki,
      Athemoss.

      Usuń
    3. Bo Nerka wiecznie czuwa, byle się łaciny nie uczyć.

      Usuń
    4. Łacina w pakiecie historii sztuki?

      Usuń
    5. Taaaak. Klasyczna. Full wypas. Wszystko byłoby spoko, gdyby prowadząca lektorat nie była z lekka psychiczna. :D

      Usuń
    6. Szalona łacinnica? Brzmi strasznie - ale co to za szkoła, gdzie nie ma żadnego z lekka psychicznego? :D

      Usuń
    7. Wiesz co... Beatka wprowadziła to na nowy poziom absurdu, serio. Ale to godziny rozmów - ja dziś napisałam egzamin i jutro się dowiem, jak bardzo wrzesień. :D

      Usuń
    8. Znam! Znam bardzo dobrze, miałam w podbazie taką kobietę, co kierowała się jakąś tylko dla siebie zrozumiałą logiką. Ale no, prawda, o tym można gadać i gadać. ;_; I co, jak Ci poszło, będzie wrzesień?
      PS. Mam tak samo - jutro zobaczymy, jak bardzo spaprałam pszyrę. I ile punktów do rekrutacji, czy będzie technikum ciastkarskie od sześciu punktów(na maks dwieście). :D

      Usuń
    9. Cóż, pisemny zdałam (dwa punkty uratowały mi dupę). Tylko okazuje się, że pisemny jest sprzężony z ustnym (na który jest sterta materiału) i jeśli nie zdam ustnego, to we wrześniu od nowa całość zdaję. :D Co więcej, Beatka ilekroć mnie widzi, grozi mi, że wcale tego zdawania mi nie ułatwi. Miód. :D

      Usuń
  3. No dobrze, jestem w końcu, pasowałoby zatem napisać coś mądrego. Ekspert wprawdzie ze mnie nienajlepszy, ale coś tam może wymyślę ciekawego. A nuż się uda!
    1. Strasznie króciutki ten prolog. Nie żebym się czepiał, co to to nie, ale nawet jeśli zależało Ci na minimalizmie, i tak można było to wszystko jakoś wydłużyć. Nie jestem fanem takiego niepotrzebnego lania wody – choć inni twierdzą wręcz odwrotnie – nie mniej wciąż uważam, że jednak dało się to bardziej rozbudować. Nie wiem, zamiast skupiać się na narracji, dodać przemyślenia bohatera, wzbogacić całość o ciekawsze opisy, dygresje etc. Sugerowałbym również zmianę czcionki na szeryfową – przyjemniej się czyta.
    2. Tak na marginesie, świat kreujesz na totalnie fikcyjny czy realny w określonej epoce historycznej? Póki co mam raczej wrażenie, że to jakaś quasi-europejska wariacja-inspiracja na tle ogólnofantastycznym. Mogłabyś na przykład wyjaśnić kilka szczegółów, opisać ten festyn, przez co Twój prolog byłby bardziej dopracowany. Chyba że był to celowy zabieg. Lepiej jednak nakreślić wszystko, gdy jest ku temu okazja.
    3. Nurtują mnie te księstwa Rakuczy. Pojawiło się pytanie, czy ta nazwa odwołuje się do czeskiego określenia Austrii. Zdaje się, w języku polskim funkcjonuje również podobne – Rakuzy. Podobieństwo jest tylko przypadkowe, czy faktycznie inspirowałaś się Austrią? Po nazwisku tego Labelle’a można by raczej sądzić, że kraj ma więcej wspólnego ze Szwajcarią.
    Jak już mówiłem, mało szczegółów, zdecydowanie za mało. Prolog wydaje się jednak całkiem przyjemny. Nie wiem, jak będzie dalej, ale mam wrażenie, że potencjał jest, nawet duży. Nie żebym uważał się za jakiegoś znawcę, ale zdecydowanie wyróżniasz się wśród innych twórców, a to dobrze świadczy. Nawet jeśli momentami fabuła będzie infantylna – to nic, można bawić się konwencją – i tak wydajesz się dojrzalsza. Nie chcę jednak zapeszać ani tym bardziej wyciągać pochopnych wniosków. Na pewno jeszcze zajrzę.
    Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, cześć! :D No wiesz, jak dla mnie udało się jak najbardziej. :D I już rozwiewam wątpliwości:
      1. Tak, to prawda, jest strasznie krótki. Prawdę mówiąc, takie było założenie - to będzie kompozycja, tak ją nazwijmy, semi-szkatułkowa, z historią wiodącą, w której jednym z głównych bohaterów będzie właśnie pan Jan, i z opowiadaniami przyległymi, które pojawią się trakcie. Założeniem początkowym było to, że Żurański spełni mało istotną rolę przemytnika żmijów do Rakuczy, delikatnie wprowadzając czytelnika do magicznego świata z polsko-francuską strefą językową, magicznymi bestiami i tymi sprawami. I stąd brak konkretniejszych opisów czy przemyśleń bohatera - to akurat może się zmienić, dziękuję, że zwróciłes na to uwagę. Skoro uznałeś to za wariację na tle ogólnoeuropejskim, to chyba trochę nie wyszło. ;_; No, także przemyślę te zmiany - tylko że wolałabym póki co stworzyć coś więcej(ciąg dalszy się pisze) i to opubllikować, a dopiero potem wprowadzić duże poprawki do prologu, o.
      A co do czcionki - zmieniona! Nie przywiązywałam się do tegoż Juniwersu na tyle, że nawet zapomniałam o swoim ukochanym TNR... Albo zmieniałam i nie zapisałam zmian. To bardzo prawdopodobne. ;_; Także dziękuję za zwrócenie na to uwagi.
      2. Świat jest totalnie fikcyjny, chociaż przez czasy - taki XVIII wiek w nieokreślonej ściśle dekadzie, zależy pod jakim kątem się przyglądać - i będą skojarzenia z Europą. Siłą rzeczy.
      Uuu, a co do festynu, to powiem Ci, że całkiem chętnie bym to zrobiła, tylko że w czasie festynu będzie kawałek akcji i wyjaśni się konkretnie, z okazji czego on jest. To obchody na tle religijnym, a religia w tym uniwersum jest lekko pokręcona. Nie chciałam płoszyć czytelnika czymś tak zawiłym w takim paragonie z supermarketu, którym był ten prolog - w telegraficznym skrócie: w czasach upadku moralnego ludzkości Bóstwo zesłało swojego wysłannika czy też awatara - Reinkarnację. Reinkarnacje były cztery. Druga rozszerzyła nauczania Pierwszej(nie wszystkie kulty je uznają i wierzą tylko w Pierwszą). Trzecią uznają tylko sekty i utrzymują jej nauki w ścisłej tajemnicy. Są dowody na to, że to Reinkarnacja była, tylko że jej nauki były zbyt wywrotowe, żeby mogły się wydostać poza zamknięty krąg wyznawców. I Czwarta, uznawana przez większość tego świata za "tę najważniejszą". A, oczywiście jeszcze co poniektórzy czekają na Piątą od iluś set lat.
      Rozumiesz, że wyjaśnienie tego przejrzyściej, eliminując masy pytań, zanim się pojawią, i jeszcze dołączenie, z kim i kiedy wiąże się Zesłanie Anielich, to trochę za dużo szczęścia. ;_; A okazja będzie w pierwszym opku przyległym, to jest niedługo. :D
      3. O Rakuzach, prawdę mówiąc, nie słyszałam. D: Tylko o Elżbiecie Rakuszance, od której zaczęły się wątpliwości - bo ta kraina, wymyślona tak rok z okładem temu, pierwotnie miała się nazywać właśnie Rakusze. Z jakiegoś powodu przez długi czas omijała mnie ta nazwa Austrii, dopiero potem w porę się zorientowałam i zamieniłam tę głoskę. Mało prawdopodobne, żeby Frencze tego uniwersum - bo to taka para-Francja, z zupełnie inną historią, ale kulturowo trochę tak - nazywali się sami Rakuczanami, także oni sami nazywają się inaczej. Pewnie zupełnie jak reszta świata. Ale skoro my możemy nazywać Italię Włochami, to czemu para-Polacy tego uniwersum nie mogliby nazywać Rakuczami jakiejś krainy, na którą wszyscy inni mieliby osobną nazwę? :D
      Cieszę się bardzo, że prolog zrobił na Tobie dobre wrażenie i że widzisz potencjał :D Jeszcze raz ślicznie dziękuję za wszystkie te uwagi, skojarzenia i wnikanie głębiej, to taakie miłe i cenne :D A więcej szczegółów już w sierpniu, jak sądzę, zapraszam. :D Teraz czuję się mocno zmotywowana do dalszej pracy!
      Pozdrówki,
      Athemoss.
      Ps. Jak to, Blogger zupełnie zmilczał, że dodałeś nowy prolog D: Nigdy nie ufajmy kliknięciu w obserwatorów. ;_; Jak będę mieć wolniejszą chwilę w przyszłości, oczekuj, że wpadnę!

      Usuń
  4. Cieszę się niezmiernie.
    1. Bardzo chętnie poczytam coś z kompozycją szkatułkową. Mnie marzy się coś podobnego. Chciałbym tak układać fabułę, by czytelnik nie wiedział, który wątek jest najważniejszy. Niestety, póki co pierwsze rozdziały chyba na to nie pozwolą.

    Jeśli o tę ogólnoeuropejską wariację chodzi, to absolutnie nie miałem nic złego na myśli. Po prostu mało tam szczegółów. Wystarczyło dodać chociażby nazwę kraju, z którego pochodzi Jan. No, chyba że będziesz nazywać go Polską. Tak szczerze, ja również planowałem dodać do swojego opowiadania kraj wzorowany na Polsce. Mam jednak problem z wymyśleniem nazwy, bo jak tu go łanie nazwać, by było godnie, a z drugiej strony, nie kojarzyło się zbyt dosłownie? Bo przecież nie nazwę go Polandią. Jedyne, co przyszło mi do głowy to Lechia albo Lachia.

    Zmiany czasem zapisują się automatycznie, ale i tak lepiej uważać. Ja tam sprawdzam po kilka razy. Mnie najbardziej męczy, że jak zapisuję zmiany, to i tak coś nie wypali: a to nagle tekst rozerwie się na kawałki (ach, ten kod HTML), to znów sam się wyśrodkuje, choć był justowany, a to innym razem akapity nie chcą się dodać; ale i tak najgorsze są te niesforne spacje.

    2. Nikt Ci nie każe tłumaczyć naraz całego świata przedstawionego od samych podstaw, zwłaszcza jeśli inspirujesz się konkretnym okresem. Czytelnik naprawdę sam może sporo wykombinować, jeśli ma odpowiednie przesłanki, i o ile Twoim światem żądzą te same reguły co naszym. Czytaj: słońce wschodzi na wschodzie, nie ma piętnastu księżycy w kolorze tęczy, a czas płynie jednakowo. Nie chodzi o to, żeby zasypać czytelnika mało istotnymi szczegółami. Wystarczy dać kilka wskazówek odnośnie obyczajów, panującej mody tudzież sposobu ubierania czy chociażby odżywiania się -- jeśli pojawią się ziemniaki albo pomidory, to można spekulować, że nie jest to już średniowiecze. Chociaż przeciętny domorosły pisarz, jak i ten profesjonalny, popełnia te same błędy mieszając fantazyjne wieki średnie ze źmiorami.

    3. Ja o tych Rakuzach też nie wiedziałem. Dopiero teraz zacząłem szperać w internetach. Odnośnie Rakuszanki, to ta nazwa zawsze mnie śmieszyła. Owszem, coś tam kiedyś na historii słyszałem, później zastanawiałem się nawet, skąd ona pochodziła, ale jakoś nigdy nie sprawdziłem. Jak dla mnie Rakuszanka brzmi trochę jak nazwa mąki.

    Cieszę się, że mój komentarz miał pozytywny odzew. Wszak nie o to chodziło, by się czepiać i wymądrzać.

    Ja w zasadzie miałem dać znać, ale wrzuciłem ten prolog na szybko, bez korekty. Później nie miałem sił i ochoty, bo prześladowała mnie historia literatury, a potem zwyczajnie nie było czasu, bo zająłem się pracą. Poza tym zawsze wolę przeczytać i skomentować coś u kogoś, zanim zaproszę do siebie.

    Spieszyć się, oczywiście, nie musisz. Przeczytasz, kiedy tylko będziesz miała czas i ochotę. Liczę przede wszystkim na szczerość. Nad błędami ortograficznymi czy interpunkcyjnymi, rzecz jasna, nie musisz się pochylać -- z reguły jestem raczej hiperpoprawny, więc można raczej narzekać na nadmiar przecinków niż na ich brak. Poza tym bardziej zależy mi na ocenie bohaterów i logice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Wiesz, jeśli Ci żal, że teraz nie możesz, to zawsze po skończeniu jednej książki można napisać drugą... Chociaż to brzmi nierealnie, przynajmniej dla mnie. D: W sensie: napisanie ostatniego zdania, wymruczenie "done" i zastanawianie się, ile teraz trzeba nanieść poprawek na napisanym już tekście. Chyba bym nie uwierzyła, że to już koniec.
      Nope, kraj się nazywa Amaron i w sumie to bardzo dziękuję, że i przypomniałeś o tym pochodzeniu nazwy - bo Amaron to, jak się okazało dawno temu, jakiś pan z ksiąg Mormonów. Tylko że nie bardzo można się dowiedzieć, co ten pan zrobił, żeby dało się jakoś zgrabnie nawiązać do niego w jakiejś legendzie o nazwie Amaronu - bo on był tak zwaną Postacią Poboczną i dostał, z tego co wiem, jedno zdanie. Albo kilka. Ale ogólnie nic takiego, co mogłam dostać rok temu... Bo wiesz, wtedy bałam się riserczu w anglojęzycznych źródłach. ;_;
      POLANDIA <2 W takiej krainie powinna się rozgrywać akcja filmu fantastycznego klasy D, takiego z kijami powleczonymi folią aluminiową, dresowymi kolczugami, z kartonowymi zamczychami, drewnianymi smokami i równie drewnianą grą aktorską :D
      Ooo, ale Lachia jest bardzo ładna, bardzo by pasowała do takiej para-Polski. :D
      Łączę się z Tobą w bólu! D: HTML to chyba najgorsze zło kiedykolwiek ;_; Znaczy wiem, że to wszystko da się ujarzmić i zrozumieć, ale on mnie nienawidzi całą potęgą < > i < />. Taaak, a tańczące spacje to tragikomedia. W Wordzie też są, ale nie takie dzikie jak na Bloggerze ;_; Noale i tak mogę Cię pocieszyć swoją wisienką na torcie - podczas przerzucania tekstu z Worda do Bloggera rozpoczynające dialog półpauzy zawsze podnoszą bunt, krzyczą, że przecież mogą być, czym chcą. I w ten sposób ląduję z batalionem dywizów do poprawienia ręcznie. Blogger nas kocha <1

      2. Ano tak, zupełnie zapomniałam ;_; Znaczy niby wiem i z tego co pamiętam, w tekstach, które miałam pubikować - ale nie opublikowałam, bo stwierdziłam, że wyjaśnianie wszystkich skomplikowanych relacji nie ma najmniejszego sensu i brzmi jak tom 3 - to w nich były takie wzmianki. Ale o prologu na śmierć zapomniałam. D: Import warzyw, o którym mówiłeś, na przykład, byłby dobry. Ale jeszcze przemyślę, co dać w prologu. Ogólnie to wątpliwości powinny się rozwiać stosunkowo szybko, jako że pojawią się chociażby pistolety skałkowe, habity i kawa, ale faktycznie - póki co to może być i średniowiecze, i jakieś czasy Napoleona. ;_; Dziękuję, że zwróciłeś na to uwagę. Zupełnie mi to umknęło.

      Usuń
    2. 3. Jak będę mieć Internet, to też chętnie pogrzebię :D Bo - i tutaj następuje część formalna - jestem na wyjeździe. I nie odpisywałam nie dlatego że, broń Boże, nie chcę dyskutować, tylko dlatego, że odebrałam mejla o Twoim komentarzu w autokarze, a potem nie miałam albo Internetu, albo siły, albo czasu(zwykle dwóch dowolnych czynników naraz), żeby odpisać. D: Poczułam silną chęć wyjaśnienia się, no. Wracając do Rakuszanki - nie wiem, czy mój cud historyk nie rzucił na lekcji, że Elżbieta była z Austrii... Ale mąka... Mąka to jest coś! Idziesz do sklepu, a tam na półce mąka pszenna, żytnia, ryżowa, gryczana i Rakuszanka, mąka z tradycją od XV wieku. <4
      A jak przy skojarzeniach żywnościowych jesteśmy, to miałam kiedyś nazwać miasto Skirna sija Tapuri, takiego na północy państwa-kulturowej Skandynawii. Kolega mi kiedyś powiedział, że brzmi jak syrop na kaszel. Od tej pory postanowiłam, że dłużej się tak nazywać nie może, bo jak przyjaciółka rzuciła, że to na pewno nazwa nowego anime, a potem usłyszałam o tym syropie, to dłużej tak być nie mogło. :D

      Jak najbardziej pozytywny! Uwagi i spostrzeżenia są bardzo cenne, rzadko kto ma chęć się nimi dzielić, a dla twórców przecież to równie ważne, co pogłaskiwanie. :D I nie, skąd, nie potrafiłabym tego traktować jako wymądrzanie się. D: Trzeba być bardzo stanowczym, samozachwyconym albo przywiązanym do jakiejś koncepcji, żeby uważać wskazówki, na co warto zwrócić uwagę, za mądrzenie się.
      I dlatego tak bardzo boli, kiedy napisze się z pozytywnym nastawieniem parę pochwał i parę sugestii - i odpowiedzią jest ściana: urażona blogowa duma. ;_;

      Dobrze, dzięki za informacje, na co liczysz, jest pomocna :D I wpadnę bardzo chętnie, jak wrócę z wojaży. Bądź gotów na sporo odskoków i dzielenie się skojarzeniami. Jak zawsze. Zawsze wpadnie jakaś anegdota, jakiś syrop. ;_; Ale będę się skupiać na logice i bohaterach.

      Athemoss



      PS To miał być jeden komentarz.
      Miał.
      Pisałam już, że HTML mnie nienawidzi.

      Usuń
  5. Piszę ten komentarz drugi raz, bo wczoraj nagle brakło mi internetów i musiałem przerwać w połowie.Ale tak to jest, kiedy Bóg zostawia Polskę w rozgrzanym samochodzie. Winter is coming since 2010, jasne! Tak że ten, do rzeczy!

    Oj, muszę przyznać, że o Amaronie nigdy nie słyszałem. Kto wie, może w wolnej chwili nadrobię braki, bo wydaje się to nawet interesujące. A nuż uszczknę co nieco do swojej religii -- znaczy się, tej, którą zamierzam przedstawić w opowiadaniu.
    Ale jak już tak rozmawiamy o tych quasi-europejskich klimatach i inspiracjach z realnego świata, to wspomnę jeszcze o pewnym projekcie, który powstał dość dawno temu. Taka alternatywna wizja historii. Czytałem o tym kiedyś i tak jakoś właśnie mi się przypomniało. Słyszałaś może o Ill Bethisad?

    Hmm... kije powleczone folią aluminiową, dresowe kolczugi, kartonowe zamczyska, drewniane smoki -- wypisz, wymaluj "Xena"! choć jak na tamte czasy to prawdziwy majstersztyk.

    Och, HTML Cię kocha! On po prostu wie, co jest dla ciebie lepsze. A że jego wizja nie zgadza się z naszymi oczekiwaniami to już zupełnie inna historia. Trzeba się z tym pogodzić. Też tak miałem, że półpauzy nagle zamieniły się w dywizy.

    Co do mąki to nie zapominaj, że jest jeszcze krupczatka. Skirna sija Tapuri -- muszę przyznać, że dla mnie też brzmi jak nazwa anime, ewentualnie japońska ryba, ale syrop?

    Jeszcze raz dzięki za wyjaśnienia. Przepraszać, rzecz jasna, nie musisz. W końcu od tego są wakacje. Sam nie narzekam na nadmiar czasu. Już nie mogę się doczekać kolejnej rozmowy. Wiesz, odbieganie od tematu i skojarzenia też są dobre. Zawsze można wpaść na nowe pomysły.
    Pozdrawiam serdecznie
    Mikołaj

    OdpowiedzUsuń
  6. c z y T y w r ó c i ł a ś? :D

    OdpowiedzUsuń